Press "Enter" to skip to content

Nienawiść w czasach zarazy – opowieść ze wsi obok

Jako że czas zarazy dobiega końca i otrzymałem już szczepionkę, spisałem przebieg niesamowitych i straszliwych wydarzeń, których byłem świadkiem w ciągu ostatnich miesięcy. Niech dobre duchy starych lasów i bagien obdarzą mnie mądrością, abym wiernie odtworzył wydarzenia, które miały miejsce w pewnej wsi i w gminie na dalekim wschodzie Polski, tuż przy granicy z Białorusią – w gminie, której nazwy mądrzej i roztropniej będzie nie wymieniać.

Niecierpliwie czekam, aż ten straszny czas lat 2020/21 doczeka się jakiejś recepcji i utylizacji na gruncie kultury. Tymczasem ani kino ani literatura, ani fotografia, ni nawet muzyka popularna nie reagowały i nie reagują na to, czego świat doświadczył. Wszyscy zachowują się tak, jakby chcieli wyrzucić pandemiczną traumę ze świadomości, nie przyznawać się do niej – tak, jakby wszyscy czekali aż koszmar się skończy i będziemy mogli po prostu wrócić do normalności. Nie wierzymy jeszcze, że żadnego powrotu nie będzie. Dlatego zawieszamy nasze sądy estetyczne i udajemy, że nic się nie stało, bo jak zrobimy odwrotnie, to przyznamy, że owo wydarzenie (das Ereignis) przekształciło świat i nas samych.

Należę do pokolenia, które urodziło się i dorosło w najdostatniejszych i najbezpieczniejszych czasach w historii ludzkości. Nie zaznaliśmy ani głodu, ani wojny ani masowych epidemii. Dlatego to, co wydarzyło się w ostatnim czasie jest dla nas substytutem wojny – wojny, której doświadczało praktycznie każde pokolenie przed nami. Wojny i epidemie kształtowały cywilizację bardziej niż cokolwiek innego. Stanowiły zawsze punkty graniczne między epokami. Epidemie dżumy, ospy, wielkie wojny – poprzedzały nowe epoki. Po epoce czarnej śmierci w średniowiecznej Europie Zachodniej upadł feudalizm i nastał Renesans. Pierwsza wojna światowa i następująca po niej pandemia grypy hiszpanki, były zwiastunami Wielkiego Kryzysu, ten spowodował z kolei drugą wojnę światową i ludobójstwo na przemysłową skalę. Po tym wszystkim świat już nie był taki sam. Technologia, medycyna i dobrobyt z jednej strony, a totalitaryzm komunistyczny z drugiej.

Dzisiaj budzimy się w nowym, innym świecie. Nie wiemy czy będzie on lepszy czy gorszy, nie chcemy jednak zaakceptować tego, że będzie inny. Przede wszystkim nowego znaczenia nabiorą takie pojęcia jak prawda, kłamstwo i informacja. Dotychczasowe ich definicje się zdezaktualizowały. Po drugie stosunek do drugiego człowieka, do jego ciała i twarzy. Przyzwyczailiśmy się do narracji, że to była nasza wina. Nasza, bo się ruszaliśmy, oddychaliśmy i chodziliśmy do pracy i po zakupy. Nasze ciała stały się w praktyce nielegalne.

Przez czas morowego powietrza ciągle apelowano do nas o odpowiedzialność. Jednocześnie każdego dnia otrzymywaliśmy nowe, sprzeczne z poprzednimi informacje na temat zarazy, jej natury i sposobów jej unikania. Nabieraliśmy przekonania, że to że z naszych brudnych i śmierdzących jap snuje się ta trucizna. Donosiliśmy na siebie i patrzeliśmy podejrzliwie na nasze zarażone mordy. Każdy z nas był potencjalnym zbrodniarzem, a każdy nasz oddech był jak strzał z pistoletu w głowę bliźniego. Byliśmy egoistami i na pewno wielu zmarło przez nasz oddech! W tych ciężkich czasach niektórzy z nas mieli nawet odwagę publicznie kaszleć!

Tak czy inaczej z każdym dniem zionęliśmy coraz większą nienawiścią do drugiego człowieka. Tym większą, że nie widzieliśmy swoich twarzy, zakrytych jak kobiece oblicza nikabami w Arabii Saudyjskiej. Nigdy w historii mojego pokolenia nie byliśmy sobie tak obcy, tak dalecy i tak bardzo nieufni. Inni z kolei żyli w totalnym zaprzeczaniu, siedząc w czapkach z folii aluminiowej na głowach. Szczepiących się i noszących maseczki wytykali palcami. Jedni i drudzy wariowali. Nigdy jeszcze nie było na raz tylu wariatów. Izolacja i stres dokonały straszliwego spustoszenia w głowach ludzi.

Ja sam, chociaż być może jeszcze nie zwariowałem, to na pewno znienawidziłem. Nie wiem konkretnie czego i kogo. Po prostu nienawidzę. Tak o, bezkierunkowo. I oczy mi się bardziej świecą niż zwykle.

Ktoś to wszystko musi opisać. Ktoś musi to zutylizować, przetworzyć. Chociaż mieszkam na podlaskich bagnach i wydaje się, że przebywam w izolacji, to jednak dosięgają mnie ludzkie działania i ich skutki – w końcu w mojej opustoszałej okolicy mieszkają też jacyś ludzie. Dlatego postanowiłem opisać owe straszliwe wydarzenia, które miały miejsce w czasie morowego powietrza, gdzie wśród lasów i bagien, w gminie i po wsi obok snuła się przerażająca nienawiść, jakiej świat dotąd nie widział. Nienawiść gęsta i cuchnąca, poprzedzająca pojawienie się w finale rzeczy niesamowitych i dziwnych, których skutkiem może być już tylko nowe.

Prawem Tao stare Yin przechodzi bowiem w młode Yang i na dowód tego w moim chińskim ogrodzie za chatą zakwitły dzisiaj dziwne kwiaty, których nikt dotąd jeszcze nie oglądał.

3 kwietnia 2021

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments