Press "Enter" to skip to content

Tragedia na checkpoincie

W gminie doszło do tragedii. Jak wiadomo, w gminie stan nadzwyczajny, najpierw wyjątkowy, teraz stan dziwny – nie wolno tu przebywać, a cały obszar pilnowany jest przez funkcjonariuszy. Co kawałek chceckpoint. Sprawdzają kto wjeżdża, kto wyjeżdża. Patrzą w bagażniki, kontrolują wszystko i wszystkich. Jest tak od września. Ludziom to zbrzydło, ale większość siedzi cicho. Boją się, zresztą są przyzwyczajeni do niewoli od wieków. Stąd żaden zryw wolności nigdy nie wyszedł i nigdy nie wyjdzie.

Na naszym terenie mieszka pisowska rodzina. Ojciec działacz polityczny, bardzo zaangażowany, zawzięty – nienawistnik. Nienawidzi od 1990 roku, kiedy to skończył szkołę podstawową. Matka nienawidzi inaczej – metafizycznie. Jest aktywistką różańcową. Ma ten taki nowoczesny różaniec – bojowy, ze stalowych kulek i linki spadochronowej. Takie nosiły hiszpańskie zakonnice w czasach wojny domowej w czasach frankistowskich i potem. Za ich pomocą katowały i dusiły dzieci republikańskie w sierocińcach. Ludzie ci mają syna, lat 18. Jest to dziecko trudne, krnąbrne i gnuśne. Napatrzył się chłopiec na nienawiść w domu i w gminie. W listopadzie skończył 18 lat. Widział, jak ojciec brał jesienią udział w łapankach na uchodźców po lasach. Widział wiele, widział za dużo. W dniu urodzin postanowił zostać nihilistą. Od tamtego czasu uprawiał ów nihilizm z powodzeniem.

Niedawno kupił sobie auto. Dwudziestosiedmioletnie audi 80. Jeździł sobie tu i tam, w te i we wte – jak to młody chłopak. Co chwila jednak był kontrolowany na checkpointach. Drażniło go to, przeszkadzało mu, wywoływało w nim sprzeciw, nienawiść – taką nihilistyczną nienawiść straszną.Całymi nocami myślał o zemście, o odwecie za te kontrole. Czytał na stronach internetowych i na blogach o tym i o tamtym. W końcu trafił na treści związane z magią. Nawiązał kontakt na grupach, które zajmują się kraftem straszliwym. W taki oto sposób wszedł w posiadanie kserokopii dzieła tajemnego o magii sumeryjskiej – najstarszej, najbardziej pierwotnej. Są podejrzenia, że Sumerowie robili rzeczy ohydne, że nawiązywali kontakt z bytami plugawymi, odrażającymi. Niektórzy mówią, że to pozaziemskie cywilizacje, inni znów, że to byty demoniczne. Można znaleźć materiały, które dowodzą, że po dziś dzień ludzie zajmujący się tym procederem potrafią je wywołać i uaktywnić. Są świadectwa, że po takich działaniach komuś coś na parapecie okna siedzi. Coś, co wygląda jak sowa, ale potem okazuje się, że to coś sową nie jest. Jest czymś innym…

W każdym razie rzeczony osiemnastolatek z pisowskiej rodziny, nihilista i okrutnik, postanowił z tego kraftu przerażającego skorzystać. Wczoraj wieczorem specjalnie pojechał na chcecpoint i kiedy został zatrzymany przez funkcjonariuszy, otworzył okno auta i wyrecytował zaklęcie, którego nauczył się na pamięć:

IMARU-LARATU-KA-AKHKARU

AMARGI-LA-GI-TELAL-KASHSHAPTU

AMKI-INIM-DIM-ETUTU-MIN-IBI

MATI-ADDA-ZU

Powiedział to, po czym skontrolowany dokładnie pojechał do domu.

Funkcjonariusze wrócili do auta i już z niego nie wyszli. Nie skontrolowali już nikogo. Kiedy skończyła się ich zmiana, przyjechali koledzy aby ich zastąpić. To co zobaczyli, wywołało u nich taki szok, że trzeba było do nich wezwać pogotowie ratunkowe z powiatu. Na miejsce przyjechał burmistrz, proboszcz, straż pożarna, specjalna komisja z województwa oraz kilkudziesięciu funkcjonariuszy różnych służb.

Kiedy otwarto drzwi radiowozu, okazało się, że poddani działaniu tajemnych sił funkcjonariusze są potwornie spuchnięci, tak bardzo, że aby ich wyciągnąć, trzeba było rozcinać auto. Usta mieli zapchane błotnistą ziemią a oczy pęknięte całkiem i wylane. Skóra była pokryta sinymi wybroczynami, wszystkie stawy wyłamane a kręgosłupy przetrącone.

Obecni na miejscu zauważyli, że na pobliskim drzewie siedzą jakieś ptaki, kilkaset ptaków. Zaświecili na nie latarką i stwierdzono, że były to sowy. Kiedy podeszli bliżej, okazało się, że to nie były sowy…

Przybyłe na miejsce tragedii Baba Chwałpa Bantu oraz Mała Chechła stwierdziły, że sprawy zaszły za daleko i że teraz to już będzie tego wszystkiego coraz więcej. Powiedziały, że Rzeczywistość się pruje jak stare prześcieradło i że faszyzm ma się ku końcowi, bo siły go kontrolujące słabną i będą wierzgać agresywnie przed dniem ostatecznej klęski, zanim jednak to nastąpi, trzeba uważać na sowy, które wszak sowami nie są.

Kiedy ojciec pisowiec dowiedział się o sprawie, postanowił skonfiskować synowi auto. Odwiedziły go jednak Mała Chechła z Babą Chwałpą Bantu i poradziły mu, żeby je jednak oddał, to je oddał. Powiedziały mu i jego żonie, że lepiej teraz chłopaka nie drażnić, nie teraz, nie w tych czasach, czasy bowiem są trudne, za trudne i wszystko pruje się jak stare prześcieradło – Mała Chechła dodała, że nawet jak stare gacie.

Matka chłopca na to, że w takim razie uruchomi swój różaniec jako potężne narzędzie do walki ze złem. Baby powiedziały, żeby lepiej tego nie robiła, jeśli życie jej miłe. Po czym wskazały na parapet okna, gdzie już siedziała sowa i groziła matce palcem. Mała Chechła zapytała kobietę, czy widziała kiedyś, żeby sowa miała palce. Ta powiedziała, że nie. „No właśnie” – powiedziała Baba Chwałpa Bantu – po czym obie z Małą Chechłą wróciły do swych siedzib na bagnach. Kiedy wracały, po drodze nie spotkały żadnego checkpointu.

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Małgorzata

Czytam Pana opowiadania wyrywkowo przy rodzinnych śniadaniach w sobotę i niedzielę. Córka nastolatka już została nihilistką i poganką. A młoda sześciolatka zwiastuje chęci zostania nimi w przyszłości ;). Opowiadanie o autobusie na bagnach rozwala system. Uwielbiamy całą rodziną.