Press "Enter" to skip to content

Mirosław Miniszewski Posts

Nienawiść w czasach zarazy – opowieść ze wsi obok

Jako że czas zarazy dobiega końca i otrzymałem już szczepionkę, spisałem przebieg niesamowitych i straszliwych wydarzeń, których byłem świadkiem w ciągu ostatnich miesięcy. Niech dobre duchy starych lasów i bagien obdarzą mnie mądrością, abym wiernie odtworzył wydarzenia, które miały miejsce w pewnej wsi i w gminie na dalekim wschodzie Polski, tuż przy granicy z Białorusią – w gminie, której nazwy mądrzej i roztropniej będzie nie wymieniać.

Niecierpliwie czekam, aż ten straszny czas lat 2020/21 doczeka się jakiejś recepcji i utylizacji na gruncie kultury. Tymczasem ani kino ani literatura, ani fotografia, ni nawet muzyka popularna nie reagowały i nie reagują na to, czego świat doświadczył. Wszyscy zachowują się tak, jakby chcieli wyrzucić pandemiczną traumę ze świadomości, nie przyznawać się do niej – tak, jakby wszyscy czekali aż koszmar się skończy i będziemy mogli po prostu wrócić do normalności. Nie wierzymy jeszcze, że żadnego powrotu nie będzie. Dlatego zawieszamy nasze sądy estetyczne i udajemy, że nic się nie stało, bo jak zrobimy odwrotnie, to przyznamy, że owo wydarzenie (das Ereignis) przekształciło świat i nas samych.

Kobieta, której nic w życiu nie wyszło

Dzisiaj rano do wsi obok przyjechała z Warszawy kobieta, której nic w życiu nie wyszło – do pani Wali przyjechała o świcie. Bardzo zmarnowana osoba, pomarszczona i zgarbiona, chociaż ma dopiero czterdzieści jeden lat. Cała wieś się zeszła na wiadomość, że jej nic w życiu nie wyszło. Pytali ją co jej nie wyszło. Okazało się, że nic, to znaczy wszystko – już przedszkole jej nie wychodziło, a potem było coraz gorzej. Liceum bardzo źle wyszło. Chciała zostać lekarzem i została, nawet specjalizację z chirurgii zrobiła, ale musiała zrezygnować, bo żadna operacja jej nie wyszła. Chciała malować, ale żaden obraz jej nie wyszedł. Potem zajmowała się dziennikarstwem, ale żaden tekst jej nie wyszedł, to nie umiała znaleźć pointy do żadnego. Konkluzje jej po prostu nie wychodziły. Dzieci jej też nie wyszły – trójka chłopaków, wszyscy na dożywociu w pierdlach, w tym jeden z najcięższym więzieniu na świecie w Bangkoku. W końcu przestała w ogóle wychodzić z domu.